#1 Młodzi, zdolni… za granicą

fot. pixabay.com

Studiowała w Polsce swój wymarzony kierunek, zakuwała do sesji, zarywała noce. Polski rynek pracy jednak nie był dla niej łaskawy i musiała uciekać w poszukiwaniu szczęścia. Jak żyje się  młodej emigrantce za granicą? 

Magda SierocińskaDlaczego podjęłaś decyzję o opuszczeniu kraju?

Sandra: Bardzo długo szukałam pracy w wyuczonym zawodzie, czyli w szeroko pojętej kulturze, co jak wiadomo samo w sobie jest wyzwaniem. Wydawało mi się jednak, że lata doświadczenia, staży, wolontariatów i szkoleń ułatwi mi sprawę. Kiedy zatrudniono mnie w jednej z filii Miejskiej Biblioteki Publicznej w Lublinie wreszcie wydawało mi się, że wszystko zaczyna się układać, życie nabrało kolorytu, a słońce świeciło jakoś jaśniej. Niestety nie przedłużono mi umowy po trzymiesięcznym okresie próbnym, nie podając wyraźnego powodu. Po czasie dowiedziałam się, że przyczyną takiego stanu rzeczy było zwykłe donosicielstwo „koleżanek z fillii”, które bały się konkurencji. Podobno jest to częsta praktyka w tej instytucji, a dyrektor nie lubiąc wyjaśniać sporów woli zwolnić pracownika. Wszak kandydatów ma na pęczki. To sprawiło, że moje rozgoryczenie sięgnęło zenitu i postanowiłam zmienić perspektywę o 180 stopni.

MS: Długo zwlekałaś z taką decyzją czy była ona spontaniczna?

S: Była to raczej kwestia głupiego zakładu. Tuż przed zakończeniem mojego okresu próbnego w bibliotece odwiedzili kraj znajomi emigranci. Kiedy na zakrapianej imprezie spytali „Co zrobisz, jeśli nie przedłużą ci umowy?”. Z głupia frant odpowiedziałam: „Przyjadę do Was”. Kilka tygodni później wsiadłam w samolot, by oficjalnie zacząć okupację ich kanapy.

MS: Co jest tam czego nie ma tutaj?

S: Praca. Tu moja lista mogłaby się w zasadzie zakończyć. Ale jest jeszcze kilka rzeczy, których mi w Polsce brakowało. Przede wszystkim typowo angielska uprzejmość, przepuszczanie w drzwiach, kolejki do autobusu [tak tak, Anglicy kochają kolejki, kiedy opowiedziałam znajomym o naszym krajowym zwyczaju przepychania się łokciami, byle się dopchać, wszyscy zgodnie zaczęli łapać się za głowę!], zwracanie się do każdego per „honey” czy „my love” potrafi poprawić humor na cały dzień. Co ciekawe, mówią tak nawet osoby młodsze ode mnie, nie tylko dobrotliwi staruszkowie w parkach.

10399923_10207891692426534_5163536425274883830_n
fot. Materiały prywatne Sandry

MS: Odczuwasz samotność w związku z odległością, która cię dzieli od bliskich?

S: Oczywiście, że tak. Korzystam ile mogę z dobrodziejstw XXI wieku, pomaga mi Skype, Facebook, WhatsApp i oczywiście telefon. Bardzo bałam się pierwszych samotnych świąt Bożego Narodzenia, z dala od bliskich, jednak przyjaciele emigranci nie pozwolili mi ani przez chwilę poczuć się samotnie. Obecnie odliczam dni do upragnionego urlopu.

MS: Są jakieś minusy mieszkania za granicą?

S: Jednym z nich jest to, że zostawiasz za sobą całe dotychczasowe życie, włącznie z rodziną i przyjaciółmi. Poza tym różnice kulturowe: niby niewiele nas dzieli, niby i tu i tu Europa, ale jednak bywa ciężko, szczególnie na początku. Ciągła walka ze stereotypem Polaka pijaka i złodzieja, który powraca jak bumerang, nie ma słoików od mamy, brud, wszechobecne śmieci na ulicach, na podwórkach domów, brak koszy na śmieci nawet na przystankach autobusowych, koszmar!

MSA jakie są dobre strony Twojej emigracji?

S: Na pewno różnorodność kulturowa, która mnie otacza. Bardzo cenię sobie fakt, że pracuję w jednym biurowcu z hindusami, anglikami, amerykanami, francuzami[…]. Wszyscy potrafimy okazać sobie szacunek, umiemy się dogadać bez przeszkód. Wspaniała sprawa. Ujmuje mnie także uprzejmość, typowo angielska cecha, której często brak innym nacjom. Poza tym wyszłam ze swojej strefy komfortu. Prosty przykład: nie czujesz się dobrze ze swoim poziomem języka? Musisz się odważyć i mówić, nie ma, że boli! No i dużym plusem jest to, że nawet pracując na minimalnej krajowej „stać cię na rzeczy”. Tak po prostu, po ludzku, nie liczysz w supermarkecie każdego pensa, nie kombinujesz czy ci wystarczy do końca miesiąca, a jeśli źle policzysz do kolejnej wypłaty wcinasz ryż z ryżem. Spokojnie. Wystarczy.

10371389_10207884290201483_2455309813362145644_n
fot. Materiały prywatne Sandry

MS: Jak sobie poradziłaś na samym początku, zaraz po przeprowadzce?

S: Miałam duże wsparcie innych Polskich emigrantów. Udzielili mi wielu bezcennych rad, wytłumaczyli co muszę koniecznie załatwić, by zacząć tu pracę. Miałam także zapewniony koc i kanapę w czasie chwilowej bezdomności, podwózkę, przywiezienie książek z Polski – wszystko na wagę złota! Radek, Asia, jeśli to czytacie – dziękuję!!!

MS: Co było najbardziej zaskakujące po podjęciu pracy w obcym kraju?

S: Szacunek pracodawcy do pracownika, coś z czym w Polsce się nie spotkałam. Kiedy mój obecny szef po kilku tygodniach pracy tymczasowej zaproponował mi pełnoetatowy kontrakt od razu się zgodziłam, mimo to jeszcze kilka razy pytał, czy jestem z nimi szczęśliwa i czy na pewno tego chcę. „Zostaniesz po godzinach? Ale na pewno? Ale serio? Bo jak nie to wiesz, tylko powiedz, jakoś cię z tego wykręcę!” Brzmi to jak bajkowa opowiastka. Może po prostu miałam farta, może opatrzność chciała mi wynagrodzić okropne doświadczenia z polskimi pracodawcami.

MS: Zamierzasz kiedykolwiek wrócić do Polski?

S: Gdybym wiedziała, że znajdę pracę w zawodzie, przy pensji nieco wyższej niż głodowe minimum, bez zawistnych „kolegów” i paskudnego szefa w tej chwili kupowałabym bilet powrotny.

11 myśli na temat “#1 Młodzi, zdolni… za granicą

  1. Niestety. Niespecjalnie dziwi mnie fakt emigracji młodych. Mając do dyspozycji jedno skrzyżowanie – mamy 4 różne narożniki niejako. W jednym mamy brak pracy dla niektórych zawodów, mimo niezłej naukowej podstawy i innych certyfikatów [to, z czym spotkała się Sandra]. W drugim mamy znajomości – chociaż tutaj może być już lepiej [nie wiem. Taka luźna myśl]. W trzecim, mamy polityka, która zniechęca do osiedlenia się i dorosłego życia. W czwartym dopiero mamy możliwości i pracę zgodną z wykształceniem, a nie wyborze McDonalds vs KFC

    Polubione przez 1 osoba

  2. Też wyjechałam do Anglii, gdy miałam 13 lat. Dziś mam lat 19 i do Polski nigdy w życiu nie wrócę! Głównie dlatego, że nie chce mi się od nowa uczyć wszystkiego „po polsku”. Jak, co załatwić i inne sprawy. No i jest jeszcze kwestia tego, że życie w stosunku do zarobków jest zwykle ciężkie, urząd tylko czyha, by cię udupić, mentalność polska mi nie pasuje i wiele więcej. 1/3 życia spędziłam za granicą. Jestem tu szczęśliwa, mam nadzieję niedługo wyrobić brytyjski paszport, albo chociaż kartę rezydenta i przyszłość wiążę z tym krajem. Do Polski wołami mnie nie zaciągną, jakkolwiek to brzmi.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja mam odwrotnie. Co jakiś czas jeżdżę za granicę w odwiedziny lub do pracy, ale mimo zarobków nie chciałabym mieszkać poza granicami Polski. Może to strach przed nieznanym, może fakt, że zostawiłabym tu bliskich.. Tak czy siak wierzę, że mi się uda 😉

      Polubione przez 1 osoba

  3. Jest jedna rzecz, która mnie często zaskakuje w wielu tego typu rozmowach i artykułach z Polakami, które czasami czytam, przekonanie, że ‚musiałem/łam’ wyjechać, brak postrzegania tego wyjazdu jako możliwości.

    Polubione przez 1 osoba

    1. To może ja dopowiem. Traktuję wyjazd jako wywieszenie białej flagi, to prawda. Ale tylko dlatego, że kocham Lublin, kochałam swoje poprzednie życie. Niestety nie byłam dalej w stanie pracować w McDrive po nocach, a za dnia naginać studia, projekty, szkolenia, wolontariaty. Pomijając już sytuację biblioteczną. 7 lat takiego życia może zgiąć najtwardszy kark.

      Polubione przez 2 ludzi

  4. Sama chciałąm uciekać za granicę swojego czasu. Szukałąm pracy przez słynne agencje i byłam gotowa jechać nawet na truskawki do Niemiec. Całe szczęście, że jestem strachliwa i bałam sie jechać sama w nieznane i zostałam tutaj. Nie każdy może być szczęśliwy za granicą i ja bym chyba nie była. Trzymam jednak kciuki za bohaterkę by znalazła coś sensownego u nas 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. ja mam to samo! Prę razy wyjeżdżam za granicę do pracy, ale czułam wielką ulgę po powrocie. Może gdybym pojechała „za chlebem” z rodziną (której jeszcze nie mam) byłoby inaczej, ale tak czy siak wierzę, że w Polsce też da radę zaznać szczęścia. Mam nadzieję, że Sandra niedługo wróci 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s