„Wszystkie odcienie pożądania”. Historia namiętności w XXI wieku

Moda na książki w klimacie kilkudziesięciu twarzy niejakiego Grey’a nadal trwa. Dziś zobaczymy (przeczytamy!), co Samantha Young wie o „Wszystkich odcieniach pożądania”. Czy ich także jest pięćdziesiąt, jak w nieco wyżej wspomnianej lekturze?

Okładka czarno-biała, na której nieśmiało wyłania się damskie udo. Damskie udo w pończoszce na dodatek. Niezbyt nachalnie, aczkolwiek dosadnie owo udo nakierowuje uwagę czytelnika na erotyczną zawartość książki, którą trzyma przed swoimi oczami.

Na rozwój akcji nie musimy długo czekać. Już na jednej z pierwszych stron, autorka wyłania najważniejsze tajemnice powieści. Nie buduje napięcia, tylko od razu przechodzi do rzeczy. Twardniejące sutki i szorstkie, mentalne pieszczoty – lubicie książki bez gry wstępnej? Dobrze, rozbierzmy (ach!) książkę z poszczególnych cytatów:

-Pewnego dnia się obudzisz, zdasz sobie sprawę, że umierasz już ze mną z nudów, i odejdziesz.(…)

-Czy kiedykolwiek dałem ci powód, żebyś tak myślała? (…)

-Nie wiem. Rzuciłam pracę, byłam na siebie wściekła, a potem zaczęłam ciebie obwiniać! Poza tym mam okres, więc nie panuję nad moimi emocjami. (…)

Typowe. Laska robi mega awanturę, płacze rzewnymi łzami, drze się wniebogłosy i lamentuje, po czym oświadcza, że… hormony jej buzują, PMSy i te sprawy. Dobrze, tym razem Pani Young ma plusika za piękne rozpisanie kobiecego zachowania ;).

Dzisiaj zakochałam się w Cameronie MacCabie. Ale jak mogłam oczekiwać, że odwzajemni uczucie, skoro sama nie umiałam znaleźć w sobie niczego godnego miłości?

Złota zasada wszystkich coach’ów lifestylowych – „Pokochaj siebie, aby inny ciebie pokochali”. Chyba trochę prawdy w tym jest i główna bohaterka jest świetnym tego przykładem. Zakompleksiona, wiecznie zlękniona, że nie jest wystarczająco dobra. Zmora kobiet XXI wieku.

fot. pixabay.com
fot. pixabay.com

Leżeliśmy na dywaniku przy kominku, okryci kocem ze sztucznego futra (…). Moja głowa spoczywała na jego klatce piersiowej, a nogi splatały się z jego nogami, podczas gdy on bawił się moimi włosami.

Serio Samantho? Nie można było wymyślić coś nieco mniej pretensjonalnego i wydumanego? Takie opisy pojawiają się w co drugim Harlequinie i aż ciężko robi się na duszy, czytając taki pseudo-romantyczny bełkot.

Cam miał idealne ciało: smukłe i szczupłe, ale umięśnione. Właściwie składał się z samych mięśni. Z wypiekami na twarzy wodziłam wzrokiem po kaloryferku i seksownym wycięciu na biodrach w kształcie litery V.

Już od pierwszych stron możemy zauważyć, że autorka bardzo lubi opisywać postacie pod kątem anatomicznym. Broni się rękami i nogami, że za tym fizycznym pociągiem i zwierzęcym seksem stoi jakieś głębsze uczucie. Jednakże trudno w to uwierzyć, kiedy czyta się pięć zdań o świetnych mięśniach przedramienia i dwa słowa o szczerej miłości.

Jedyną szczerą miłością, jaką można zauważyć w tekście jest ta siostrzana: Jo do Cola. Jej oddanie i poświęcenie dla brata wzbudza prawdziwy podziw, gdy jak lwica broni swojego młodszego rodzeństwa.

Cameron wyprostował się, przewyższając mnie o kilka centymetrów.
– Czternaście lat? – zapytał z uniesioną brwią.(…)
– Cole to młodszy brat Jo – wygadała Joss.(…) – Pozwalamy Jo trzymać przy sobie komórkę, na wypadek gdyby Cole jej potrzebował, więc jeśli zobaczysz, że co chwila zerka na telefon, przymknij na to oko. Jest trochę nadopiekuńcza. Super z niej siostra.

Ciągła walka Jo o dobrobyt Cole’a, wzbudza współczucie co do losu ich obojga. Po przeczytaniu ich historii, niemal od razu stajemy w ich obronie, a w głowie pojawia się pytanie: „Czy ja będąc w takiej sytuacji dałabym radę?”. Jo niewątpliwie ‚nadrabia’ w tej książce siłą, napędzaną strachem i miłością.

Zrozumiałam, że Cam jest jedynym człowiekiem, który nie tylko na mnie patrzy, ale także mnie widzi. (…) Chciałam złapać go za rękę, zaprowadzić do mojego pokoju, rozebrać się przed nim i pozwolić wziąć wszystko, co mogłam mu dać.

Kolejne zaproszenie na seks, zaraz po długim wyznaniu miłości popełnionym przez naszą uroczą Johanne. Morał z ich relacji jest taki, że jedyne to, co kobieta ma do zaoferowania mężczyźnie, aby pokazać mu swoją dozgonną miłość, jest pójście z nim do łóżka. Brawa dla Pani Pisarki!

fot. pixabay.com
fot. pixabay.com

-Na prawdę myślisz, że mu na mnie zależy? (…)

-Oczywiście, że tak. Jezu Chryste, dziewczyno, wyjmij głowę ze swoich czterech liter.

Wymiana zdań idealnie podsumowująca główną postać z książki. Może i pojawia się tam kilka całkiem niezłych opisów emocji, prawdziwych problemów czy nawet seksu, ale całość przez infantylną postać pierwszoplanową nie ma jak się bronić. Książkę szybko się czyta i leżąc na plaży można ją ‚połknąć’ raz dwa, ale nie zostawia w nas śladu, jak robi to nieraz na prawdę dobra literatura.

Opisy seksu? Oczywiście, jest ich od groma. Zapoznajcie się z nimi sami, bo ciężko jest przytoczyć fragment, bez ‚wygwiazdkowania’ 3/4 tekstu. Bardzo przesadzone i niejednokrotnie zamiast okrzyku: „o rany! też tak chcę!” wzbudzały uczucie: „yyyy.. ale, że.. to tak na poważnie?” .

Historia przerysowana i nieco odrealniona, jednakże wyrwały czytelnik (i ten mało wymagający) znajdzie w niej jakieś plusy. Ba, jak się uprze to może znaleźć w niej nawet mądrości życiowe. Polecam w tzw. „okresie chęci odmóżdżenia się”, tylko uważajcie na ewentualne skutki uboczne ;).

cytaty: S. Young, Wszystkie odcienie pożądania, Wyd. Burda, Warszawa 2014.
fot. Katarzyna Filipowicz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s