Jestem, kurczę, zbuntowana

Zamknę oczka. Poleżę tutaj chwilkę.

***

Jej mama zwykła o niej mówić, że bunt ma we krwi. Nie wie czy to komplement, ale na potrzeby Szczęśliwego Życia udaje, że tak jest. Już jako mały szkrab, który ledwo nauczył się utrzymywać ciało w pozycji pionowej, wykazywała duże predyspozycje do zbuntowanego charakteru. Babcia zakupiła jej różowy wózek, który robił niezły prestiż na dzielni. Ona natychmiast podchwyciła temat, bo zamiast grzecznie siedzieć i dać się wieźć do parku tudzież sklepu, żądała stania przez całą podróż. Stała więc, trzymała małymi rączkami za rączkę wózka i patrzyła na ludzi wokół. A co, wolno jej.

Potem było tylko gorzej. Mimo dobrych ocen i całkiem miłej aparycji, zniechęcała do siebie otoczenie. Na własne żądanie niemal.

-Nie, nie chcę zupy. Po prostu nie i już. 

-Nie pojadę na wycieczkę. Chciałabym, ale tego nie zrobię. Czemu? Żeby zrobić ci na złość oczywiście. 

-Nie dotykaj mnie. Tak, wiem że widzisz że tego potrzebuję, ale nie dotykaj mnie. Współczuj ewentualnie. Ale nie dotykaj. 

Bunt, który zagrażał w głównej mierze tylko jej. Tylko ją ranił do żywego, bo piętnowała siebie prawie cały czas, cierpiąc nie wiadomo za co. Negowanie wszystkiego weszło jej w nawyk i chyba czasem już z przyzwyczajenia robiła to, na co tak na prawdę nie miała ochoty. I nie dawała nikomu się zbliżyć.

Pojawił się nie wiadomo skąd, nie wiadomo kiedy i nie wiadomo jak. Czaił się gdzieś niedaleko, obserwował, poznawał, oswajał. Na początku nie zauważyła co się dzieje. Nadal odstawiała te swoje cyrki, pokazywała palcem na swoją zbiorę i pytała: „Widzisz to? Nie dasz rady się przebić, mały.” A on tylko patrzył i się uśmiechał. Czasem strzepnął jej niewidzialny pyłek z grzywki, mimo że patrzyła na niego złowrogo. Innym razem przykrył ją kolejny już raz kocem, chociaż wcześniej trzy razy zwaliła go na podłogę z niemym krzykiem, że nie potrzebuje nikogo i niczego. Że jest samowystarczalna.

Kiedy pewnego, gorszego dnia znów zamykała się do swojej skorupy, stanął cicho za jej plecami. Powoli ją objął i kiedy jej ciało przestało się wreszcie trząść z niedowierzania i strachu – uspokoiła się i poddała.

„To kosztuje mnie zbyt dużo emocji, na które już jestem za dorosła. ” – powtarza w co drugą noc kiedy znów zalewa ją fala buntu, a on delikatnie kołysał ją w ramionach, dopóki nie zasnęła.

 

4 myśli na temat “Jestem, kurczę, zbuntowana

  1. świetny wpis. to prawda, są takie osoby – buntownicy bez powodu – co to na złość mamie odmrożą sobie uszy…
    jak jednak ładnie opisałaś na każdego jest sposób… 😉
    pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s