W bukiecie twoich włosów leżeć uwielbiam

Do dzisiaj nie wie, że zakochałem się w niej w momencie, kiedy podeszła do mnie z przestrachem w oczach i spytała czy widziałem jej psa. Do dzisiaj nie wie, że pomogłem jej go szukać, bo chciałem jak najdłużej czuć jej zapach. Do dzisiaj nie wie, że dałem się zaprosić na herbatę, bo już wtedy wiedziałem, że zostanie matką moich dzieci.

Nie opowiadam tej historii często. Głównie wtedy, kiedy jestem naprawdę mocno narąbany i nie ma wokół mnie nikogo znajomego. Wiadomo, obcym łatwiej jest mówić o miłości, szczególnie w barze. Tam przynajmniej udają, że choć trochę cię słuchają.

To nie jest tak, że wstydzę się miłości którą czuję. Nie. Uwielbiam to, że ją spotkałem, pokochałem i umiem zakochiwać się w niej coraz bardziej, każdego dnia. Wiesz co, Magda? Ludzie nie lubią słuchać o zbyt wielkim szczęściu.  Odwracają z zażenowaniem głowy, może z zawstydzeniem, i mówią mi „poczekaj jeszcze ze dwa lata, przejdzie ci. Już nie będzie tak różowo”. Pierdolcie się, drodzy państwo. Kocham ją. To, że wam się nie udał związek, małżeństwo, czy w czym tam jesteście, nie oznacza że każdego to czeka. Nie macie wokół siebie szczęśliwych par – mówicie. Jesteście więc bardzo smutnymi ludźmi. Czy ktokolwiek z was modlił się kiedyś o dobrą żonę? No właśnie. Ja się modliłem. I modlę do dziś. Mam ją, ale nie chcę jej stracić. 

W tym tkwi sekret.

Przyszedłem kiedyś do jej domu. Byliśmy parą jakieś dwa miesiące. Otworzyła ubrana w to co zwykle. Była piękna. Zarumieniła się lekko, jakby była to jedna z naszych pierwszych randek. Do dzisiaj w niej to uwielbiam. Z takich prostych, małych rzeczy potrafi sprawić, że są wyjątkowe, pierwsze, cudowne. Zaprosiła mnie nieśmiało do środka. Czy ktoś z was doświadczył kiedyś nieśmiałego zapraszania do mieszkania, po dwóch miesiącach widywania się niemal dzień w dzień? Usiedliśmy przy stole, ona robiła herbatę, ja na nią patrzyłem. Ona podeszła do stołu – ja na nią patrzyłem. Odeszła poszukać małej łyżeczki – ja patrzyłem z zachwytem. Poszła szukać cukru – ja patrzyłem z błogim zachwytem. Do dziś wzrusza mnie, kiedy spuszcza wzrok w ziemię i poprawia włosy za ucho. Umieram z zachwytu, kiedy ściąga okulary i związuje włosy. Mdleję (też z zachwytu), kiedy wiąże szalik i zakłada czapkę.

Mówicie mi się, że to niemożliwe, piętnujecie szczęśliwe zakończenia. Ja i tak udowodniam z dnia na dzień, że jednak się da. Że jesteśmy cudem.

 

 

6 myśli na temat “W bukiecie twoich włosów leżeć uwielbiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s