W bukiecie twoich włosów leżeć uwielbiam

Do dzisiaj nie wie, że zakochałem się w niej w momencie, kiedy podeszła do mnie z przestrachem w oczach i spytała czy widziałem jej psa. Do dzisiaj nie wie, że pomogłem jej go szukać, bo chciałem jak najdłużej czuć jej zapach. Do dzisiaj nie wie, że dałem się zaprosić na herbatę, bo już wtedy wiedziałem, że zostanie matką moich dzieci.

Czytaj dalej „W bukiecie twoich włosów leżeć uwielbiam”

Związki z obcokrajowcami uczą, bawią, wychowują

Zaczęło się w liceum. Wymiana teatralna na Litwie. Ja nie mówiłam po angielsku nic poza „haj” i „dys is maj lagydż”, on mówi nieco więcej, ale wtedy nie wiedziałam  co dokładnie. Czy mi to przeszkadzało? W ogóle! Język ciała wystarczył żeby przełamać barierę językową (i mówię tu tylko o uroczych uśmiechach w blasku księżyca).

21244874_1817415124940701_595105558_n

Raz tylko się przestraszyłam. Myślałam że chce mi zrobić masaż, ale okazało się że powiedział „message”. Brawa dla szesnastoletniej mnie. Ach, co to była za miłość! Romantyczne e-maile wysyłane do siebie niemal codziennie, linki do miłosnych piosenek, czułe wyznania..  To dla niego zaczęłam się uczyć angielskiego, bo męczyło mnie łażenie do anglojęzycznych koleżanek z pytaniem „Ej, on w tym mejlu wyznaje mi miłość czy ze mną zrywa?”. W końcu jednak sama podjęłam tę jakże smutną decyzję o zakończeniu znajomości. „You can’t Play on broken strings” – zacytowałam mu Nelly Furtado i James’a Morrisona. Nie wiem czy do końca zrozumiał aluzję.

Nigeryjczyk, z którym połączyła mnie nic porozumienia w Irlandii, nauczył mnie, że wyrażanie uczuć wprost (nieważne ile czasu trwa relacja) jest całkiem spoko i w jego kulturze jest powszechnie szanowane. Jeśli ktoś ci się podoba to powiedz mu o tym tu i teraz, bo za chwilę ta osoba może czmychnąć i już więcej jej nie zobaczysz. Znasz dziewczynę tydzień, ale już wiesz, że zostanie twoją żonką? Nic prostszego! Przychodzisz w nocy do jej pokoju, świecisz białkami oczu (bo tylko tyle widać jeśli w pokoju jest ciemno a ty jesteś ciemnoskóry) i mówisz: „I like you”. Reszta należy do niej. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że się nie wystraszy i nie ucieknie z krzykiem z mieszkania. Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana!

Na studiach było nieco lepiej. Wymiana naukowa do Francji. Mój angielski tym razem w stopniu komunikatywnym. Niestety, kiedy ja rozumiałam dużo więcej niż w liceum, mój wybranek, francuz, nie rozumiał ani słowa z mojego mało sprawnego kokietowania. Uznałam, że szybciej nauczę go polskiego, niż dojdziemy do porozumienia po angielsku. Ten pomysł też poniósł fiasko. Jedyną dobrą stroną tej dziwnej relacji było brak kręcenia, fochów bez pokrycia i lamentów – tego, co my, kobiety, kochamy najbardziej. No bo jak tu zrobić chłopakowi scenę, skoro on i tak nic nie zrozumie? Trzeba było mówić prosto z mostu, co dla nie jednej panny jest nie lada wyzwaniem. Niestety wraz z końcem wymiany, moja przemiana wewnętrzna również się zakończyła. Wróciłam do formy sprzed tej znajomości, czyli bycia „drama queen” all day, all night. No, nie przesadzajmy. Nie całe dni i noce 😉

Chyba jednak zostanę przy polakach…

 

 

 

 

Poznałem ją na wystawie sztuki

-Chodź, będzie fajnie. – namawiała znajoma. – Odchamisz się trochę. – dodała na zachętę. Lubił być chamem, ale raz na jakiś czas warto się zresetować a potem nabywać negatywnych cech od nowa. Kazała mu ładnie się ubrać, uczesać i wyperfumować. -Przecież zawsze to robię! – oburzył się. Spojrzała na niego tak, że nie dodał nic do tej uwagi i pognał pod prysznic. Kiedy uznała, że już wygląda wystarczająco dobrze, aby pokazać się ze nim w miejscu publicznym, ruszyli do galerii. Ona – z uśmiechem na ustach, on – z pytaniem w głowie „ale, że po co?”.

Czytaj dalej „Poznałem ją na wystawie sztuki”

Chcę mieć z tobą choinkę

– Chcę mieć z tobą choinkę. – oświadczyła pewnego jesienno-zimowego dnia. Odłożył laptopa na bok i uśmiechnął się promiennie. – Jesteś taka urocza. – zachichotał. – Mówię na serio! – odpowiedziała zdenerwowana jego brakiem wsparcia w tak ważnej sprawie, jak budowanie ogniska domowego przez zakupienie w Leclercu ich pierwszej wspólnej choinki. – Chcę jakieś małe, tanie drzewko, i żeby na nim było dużo bombek, i te nowe ledowe lampki z Pepco, i będziemy słuchać Last Christmas i leżeć i pić herbatę pod kocem… – wyliczała rozradowana.         – Dobrze dobrze, i czego jeszcze sobie panienka życzy? – zerknął na nią spod ciemnej grzywki. – No… wiesz… żeby było nam tak ciepło jak nigdy wcześniej… – dodała cicho. Nie wiedział, że odkąd razem zamieszkali jej poczucie bezpieczeństwa wzrastało a potem gwałtowanie spadało w dół. Czasem próbowała mu to wytłumaczyć ‚Syndromem Opuszczonego Dziecka’, ale chyba nie brał tego na poważnie. Ot takie babskie gadanie. A im bardziej się do siebie zbliżali, tym bardziej ona czuła się niepewnie, obco z własnymi uczuciami, które do tej pory nie ukazywały się pod taką postacią jak teraz. To, że chciała mieć z nim choinkę było nie lada wyzwaniem. Nie lada zaangażowaniem. Czekała, aż powie żeby się ciepło ubrała i zakładała buty. Czekała aż powie, że już, już w tej chwili pojadą do sklepu i spełnią jej marzenie choinki z promocji za całe 6,99. Zamiast tego odpowiedział mrukliwie: – Jasne kochanie, kiedyś kupimy. – i pogrążył się w swoim świecie animowanych seriali. Usiadła obok na fotelu, wypiła łyk cynamonowej herbaty i nostalgicznie westchnęła. Nie rozumie. On na prawdę nie rozumie jak bardzo ona potrzebuje namiastki domu. A co jeśli zawsze tak będzie i wiecznie będzie musiała stwarzać sobie dom sama? Wiecznie sama. – Idę na spacer. – zerwała się nagle i zaczęła ubierać. – Muszę trochę pooddychać. – dodała na usprawiedliwienie i wyszła z pokoju nie patrząc w jego stronę. Wybiegła w biały puch, poczuła na twarzy mroźne powietrze i już zapragnęła znaleźć się z powrotem w ciepłym mieszkaniu. Nie, nie może wrócić dopóki się nie uspokoi i przestanie dramatyzować z powodu braku zielonego drzewka. Błąkała się po okolicy dobre dwie godziny. Przemokły jej buty, przemarzły dłonie, bo zgubiła rękawiczki a czapka non stop zsuwała jej się z głowy. Gdy w końcu uznała, że wystarczająco odpokutowała swoje zachowanie, wróciła. Cicho zdjęła płaszcz, przemoczone buty położyła obok grzejnika i weszła do ich wspólnego pokoju. – Przepraszam. Wiem, ile to wszystko dla ciebie znaczy. – powiedział zawieszając małą złotą bombkę na miniaturowym, świątecznym drzewku. – Jak już zostaniesz moją żoną będziemy mieć taką z prawdziwego zdarzenia, obiecuję… – nie dokończył, bo rzuciła mu się z płaczem na szyję. – Jak płaczesz to też jesteś urocza, wiesz?