Miała znów sen, łamiesz jej kości

Nie płacz mamo, to nie jest historia o mnie 😉

***

Poznałam ich kilka miesięcy temu. On – mrukliwy, ona – żywiołowa i wygadana. On – sprawiał wrażenie, jakby chciał zniknąć z pola widzenia innych ludzi, Ona – wyciągała go na imprezy do klubów. Czasem jej ulegał, ale częściej odmawiał. I zabraniał zostawiać siebie samego. Obracała wszystko w żart, mówiąc z dumą koleżankom, że po prostu troszczy się o nią.

Pamiętam noc, kiedy szalałam z nią na parkiecie do jednej z naszych ulubionych piosenek. Zamknęła oczy i cała wpadła w muzyczny trans. Wyglądała wtedy pięknie; tak spokojnie i szczęśliwie. Do czasu, aż pojawił się on, chwycił ją za ramie i kazał wyjść z lokalu. Popatrzyła na mnie smutno i szepnęła: „Ma racje. Nie powinnam tu bez niego przychodzić. W ogóle nie powinno mnie tu być.” I zniknęła.

Zdziwiłam się, kiedy niespodziewanie zadzwoniła i oznajmiła, że do mnie wpada. Wiedziałam, że jej chłoptaś znów coś zmalował. Tak jak robił to notorycznie przez ostatnie dwa lata. – Zerwałam z nim. – rzuciła już od progu ze łzami w oczach. Nie uwierzyłam. Z podobnymi wieściami przychodziła już do mnie co najmniej cztery razy. Zauważyła wahanie w moich oczach. – Tym razem naprawdę. – przekonywała. Przytuliłam ją, ale nie powiedziałam ani słowa. -Spytałam go jak wyobraża sobie naszą przyszłość i powiedział, że na pewno nie ze mną… – Westchnęłam. Już nie pierwszy raz dawał jej jasno do zrozumienia, że nic dla niego nie znaczy. – Jego matka powiedziała mi wczoraj żebym uciekała, że on nie jest mnie wart. Jego własna matka… 

Myślałam, że tym razem jej się udało. Naprawdę. Kiedy ode mnie wyszła, okazało się, że czekał na nią pod blokiem.

-Czemu znów to sobie robisz?

-Kocham z nim być. 

[„Miała znów sen, łamiesz jej kości
Wyrywasz włosy, uderzasz głową
Ona kocha być z Tobą, kocha być z Tobą 
Kocha być z Tobą”] – The Dumplings 

W bukiecie twoich włosów leżeć uwielbiam

Do dzisiaj nie wie, że zakochałem się w niej w momencie, kiedy podeszła do mnie z przestrachem w oczach i spytała czy widziałem jej psa. Do dzisiaj nie wie, że pomogłem jej go szukać, bo chciałem jak najdłużej czuć jej zapach. Do dzisiaj nie wie, że dałem się zaprosić na herbatę, bo już wtedy wiedziałem, że zostanie matką moich dzieci.

Czytaj dalej „W bukiecie twoich włosów leżeć uwielbiam”

Związki z obcokrajowcami uczą, bawią, wychowują

Zaczęło się w liceum. Wymiana teatralna na Litwie. Ja nie mówiłam po angielsku nic poza „haj” i „dys is maj lagydż”, on mówi nieco więcej, ale wtedy nie wiedziałam  co dokładnie. Czy mi to przeszkadzało? W ogóle! Język ciała wystarczył żeby przełamać barierę językową (i mówię tu tylko o uroczych uśmiechach w blasku księżyca).

21244874_1817415124940701_595105558_n

Raz tylko się przestraszyłam. Myślałam że chce mi zrobić masaż, ale okazało się że powiedział „message”. Brawa dla szesnastoletniej mnie. Ach, co to była za miłość! Romantyczne e-maile wysyłane do siebie niemal codziennie, linki do miłosnych piosenek, czułe wyznania..  To dla niego zaczęłam się uczyć angielskiego, bo męczyło mnie łażenie do anglojęzycznych koleżanek z pytaniem „Ej, on w tym mejlu wyznaje mi miłość czy ze mną zrywa?”. W końcu jednak sama podjęłam tę jakże smutną decyzję o zakończeniu znajomości. „You can’t Play on broken strings” – zacytowałam mu Nelly Furtado i James’a Morrisona. Nie wiem czy do końca zrozumiał aluzję.

Nigeryjczyk, z którym połączyła mnie nic porozumienia w Irlandii, nauczył mnie, że wyrażanie uczuć wprost (nieważne ile czasu trwa relacja) jest całkiem spoko i w jego kulturze jest powszechnie szanowane. Jeśli ktoś ci się podoba to powiedz mu o tym tu i teraz, bo za chwilę ta osoba może czmychnąć i już więcej jej nie zobaczysz. Znasz dziewczynę tydzień, ale już wiesz, że zostanie twoją żonką? Nic prostszego! Przychodzisz w nocy do jej pokoju, świecisz białkami oczu (bo tylko tyle widać jeśli w pokoju jest ciemno a ty jesteś ciemnoskóry) i mówisz: „I like you”. Reszta należy do niej. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że się nie wystraszy i nie ucieknie z krzykiem z mieszkania. Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana!

Na studiach było nieco lepiej. Wymiana naukowa do Francji. Mój angielski tym razem w stopniu komunikatywnym. Niestety, kiedy ja rozumiałam dużo więcej niż w liceum, mój wybranek, francuz, nie rozumiał ani słowa z mojego mało sprawnego kokietowania. Uznałam, że szybciej nauczę go polskiego, niż dojdziemy do porozumienia po angielsku. Ten pomysł też poniósł fiasko. Jedyną dobrą stroną tej dziwnej relacji było brak kręcenia, fochów bez pokrycia i lamentów – tego, co my, kobiety, kochamy najbardziej. No bo jak tu zrobić chłopakowi scenę, skoro on i tak nic nie zrozumie? Trzeba było mówić prosto z mostu, co dla nie jednej panny jest nie lada wyzwaniem. Niestety wraz z końcem wymiany, moja przemiana wewnętrzna również się zakończyła. Wróciłam do formy sprzed tej znajomości, czyli bycia „drama queen” all day, all night. No, nie przesadzajmy. Nie całe dni i noce 😉

Chyba jednak zostanę przy polakach…